Tegoroczne zbiory pokazują dwa zupełnie różne oblicza polskich pól. W zależności od województwa, a czasem nawet sąsiednich powiatów, rolnicy notują od 1,5 do ponad 8 ton ziarna z hektara.
Najtrudniejsza sytuacja panuje w pasie centralnym i wschodnim – na Mazowszu, w części Lubelszczyzny, w Łódzkiem oraz na Kujawach. Tam brak deszczu na kluczowych etapach wzrostu roślin oraz wysokie temperatury sprawiły, że kłosy przedwcześnie wyschły, a ziarno jest drobne. W wielu tych miejscach słabo wypadł też rzepak, którego zbiory spadły lokalnie do poziomu około 1 tony z hektara, co nie pokrywa nawet kosztów nawozów i paliwa.
Zupełnie inne nastroje panują na zachodzie kraju (m.in. na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce) oraz miejscami na północy, gdzie deszczu spadło więcej. Tam rolnicy mówią o przyzwoitych, a niekiedy bardzo dobrych zbiorach.
Wspólnym problemem dla całego kraju pozostają jednak stawki w skupach. Niezależnie od tego, czy plony były wysokie, czy niskie, obecne ceny zbóż i rzepaku są dla wielu gospodarstw zbyt niskie, by mówić o zysku. Część rolników decyduje się na sprzedaż od razu po żniwach, żeby mieć gotówkę na bieżące wydatki, podczas gdy inni zasypują magazyny i czekają na lepsze oferty.

Dyskusja